Włoskie szpilki

M. Tulli – recenzja

Włoskie szpilki, M. Tulli – recenzja

  • „Włoskie szpilki” to książka złożona z kilku niepowiązanych ze sobą ściśle opowiadań, przedstawiających historię pewnej dziewczynki. Każde z nich to inny fragment z życia bohaterki – niekochanej, roztargnionej i nierozumianej dyslektyczki oraz jej matki – choć dobrze się prezentującej, to niezdolnej do kochania i wycofanej byłej więźniarki Auschwitz. Zaledwie kilka takich obrazów wystarcza, by wyłoniły się problemy i prawa rządzące tym światem.

    Nie znamy imienia bohaterki. Dowiadujemy się potem, że narratorka ukazuje siebie samą w czasach dzieciństwa. Możemy ją utożsamiać z autorką. Ten autobiograficzny zbiór Magdaleny Tulli przepełniony jest traumą. Nie znajdziemy tu radosnych momentów. Najpierw otrzymujemy kontrastowy obraz dwóch światów. Z jednej strony widzimy kolorowy, wręcz bajeczny świat zachodni, czyli słoneczne Włochy, a z drugiej strony patrzymy na komunistyczną Polskę i szare bloki. O samej wojnie, we Włoszech, mówi się w kontekście „braku śmietanki do kawy”. Polskie wspomnienia z tego okresu skupiają się na czymś zupełnie innym. Obserwujemy także antysemityzm i wydarzenia z roku 1968. To zupełnie niezrozumiałe dla dziewczynki, która słyszy, że Żydzi chcą sprzedać Polskę – no, bo jak to, tak z nami wszystkimi w środku? Jednocześnie dzieci w szkole same mówią o paleniu ludzi.

    Smutne jest obserwowanie życia bohaterki – zagubionej dziewczynki, której nikt nie może, a nawet nie chce pomóc. Jest dyslektyczką, przez co w szkole sobie zdecydowanie nie radzi. Nie ma przyjaciół. Jednocześnie wciąż przejmuje rolę kozła ofiarnego. W domu także nie znajduje pocieszenia. Matka jest nią zupełnie niezainteresowana. Jako czytelnicy możemy tej rodzicielki nie lubić, ale tutaj Tulli ponownie udowadnia, że nic nie dzieje się bez przyczyny. Gdy matka bohaterki zaczyna chorować na Alzhaimera, czas dla niej się cofa. Dowiadujemy się o jej doświadczeniu obozu koncentracyjnego. Choć po opuszczeniu tego miejsca kobieta postanowiła żyć jak najbardziej normalnie, przeszłość wciąż nie pozwoliła o sobie zupełnie zapomnieć.

    Rodziny – zarówno polska, jak i włoska, naznaczone są różnymi doświadczeniami, traumami, problemami. Jak się okazuje, przodkowie wcale nie zabierają ich ze sobą do grobu. Przeciwnie, te gromadzą się, aż w końcu na kimś wyładowują. Często pada właśnie na dzieci takie jak bohaterka – niewinne, nieświadome. Dziewczyna musi się zmagać z czarną chmurą - „Chmura czarnego dymu unieważnia całe moje życie, odbiera prawo do własnego losu, czyni ze mnie kropkę na końcu zdania, w którym nie o mnie mowa. Urodziłam się, kiedy było dawno po wszystkim, i dlatego moje pragnienia i starania, jeden czy drugi akt desperackiej odwagi, romanse, porody i rozwody obracają się w fakty bez znaczenia.” – czytamy. Bohaterka, podobnie jak jej matka, może zorganizować sobie życie na własnych zasadach. Mimo to doświadczenia z przeszłości, których nie musiała wcale doświadczyć bezpośrednio, stale będą dawały o sobie znać. Bez znaczenia jest miejsce – minione wydarzenia mają wpływ na człowieka tak samo w Polsce, jak i we Włoszech.

    Magdalena Tulli porusza w swojej książce problemy, które mogą się wydawać już szeroko w literaturze opisanymi. Ona jednak daje nowe spojrzenie. Pisze niewiele. Autorka jest w stanie w jednym akapicie opisać złożony problem czy wydarzenie, nie umniejszając przy tym jego wartości. Słów jest mało, ale najważniejsze jest to, co możemy wyczytać między nimi. Jednocześnie skompresowany język pozwala nam odczuć, że nie ma tu miejsc na rzeczy nieważne. Przepiękny fortepian, klucz, który bohaterka nosi na szyi, tytułowe włoskie szpilki czy kasztany nie są, więc jedynie przedmiotami, ale stają się symbolami.

    „Włoskie szpilki” to książka absolutnie niepowtarzalna. Jej głównym tematem jest przeszłość, ta narodowa, rodzinna, czy osobista i jej wpływ na teraźniejszość. Zdecydowanie jest to pozycja, po którą warto sięgnąć.

    Paulina

Zobacz wszystkie