Życie każdego z nas

Recenzja książki „Normalni ludzie” Sally Rooney

Życie każdego z nas - recenzja książki „Normalni ludzie” Sally Rooney

  • Jak po roku od wydania swojego debiutu, przy drugim utworze być nominowanym do jednej z najbardziej prestiżowych nagród literackich – nagrody Bookera? Odpowiedź na to uzyskamy po przeczytaniu „Normalnych ludzi” Sally Rooney. I może być ona zaskakująca – wystarczyło tylko uczynienie wszystkiego “normalnym”.

    „Normalni ludzie” to jedynie pozornie literatura młodzieżowa. Pomimo tego, że miłosna historia młodych dorosłych jest główną osią wydarzeń, nie ma co spodziewać się niedojrzałych scen rodem z kiczowatego romansu. Connell i Marianne nawiązują więź w ostatniej klasie liceum. On jest powszechnie lubianym szkolnym sportowcem z biednej rodziny, ona uważana jest przez środowisko za bogatą dziwaczkę. Dość oklepaną przeszkodą do ich spotkania wydaje się różnica klasowa oraz strach przed utratą popularności, ale jednak podczas czytania nie doświadczamy poczucia „to już było”. Tak samo problemu nie stanowią częste rozejścia bohaterów. Dlaczego?

    Sally Rooney zaskakuje bowiem narracją. Fabułę poznajemy z perspektywy obojga głównych bohaterów… a raczej z poziomu ich myśli — myśli często nieułożonych, sprzecznych z czynami i traktujących rzeczywistość wybiórczo. Właśnie taki sposób oddania psychiki bohaterów zasługuje na pochwałę. Nie ma tutaj nadmiernego patosu, nie ma wymyślnych opisów emocji czy krajobrazu – bo kto z nas na co dzień ma w głowie teksty rodem z „Nad Niemnem”? Opowiadanie historii przez psychikę bohaterów powoduje, że wchodzimy z Marianne i Connellem w relację rzeczywistą, momentami wręcz intymną. Na tyle intymną, że nie raz można się poczuć wręcz onieśmielonym obecnością w ich życiu.

    Czytelnik nie jest mile widzianym gościem w tej powieści. Często bohaterowie będą robić rzeczy, które wywołają sprzeciw u czytających. Nie raz zostajemy też zaskoczeni ich interpretacją rzeczywistości, ale nic nie możemy z tym zrobić. Przez to, że poznajemy ich myśli, podejrzewamy, dlaczego podejmują takie decyzje. Jesteśmy w pełni świadomi, że znając perspektywę drugiego z bohaterów, na ich miejscu postąpilibyśmy inaczej – ale niestety, takie jest życie. Pełne niedomówień, nieporozumień i błędów. I to jest normalne.

    Powiedzenie czytelnikowi „domyśl się” można zaobserwować także w ułożeniu linii czasowej utworu. Akcja „Normalnych ludzi” jest porwana – od wydarzeń obecnych potrafimy przenieść się do tego, co będzie działo się za sześć miesięcy. Często musimy wywnioskować, co się stało przez retrospekcje czy zachowania bohaterów. Bywa to wymagające i momentami chaotyczne, ale ma też swoją wartość. Sally Rooney nie traktuje bowiem czytelnika jako dziecko, które trzeba prowadzić za rączkę – niezależnie czy w formie odbioru zachowania bohaterów, czy przy rozczytywaniu fragmentarycznie przedstawionych wydarzeń.

    Autorka „Normalnych ludzi” zostawia nam pole do przemyśleń na różne tematy: miłości, przyjaźni, różnic klasowych, dążenia do popularności, chorób psychicznych czy też wpływu dzieciństwa na dorosłe życie. Gama motywów jest szeroka, ale co ciekawe – nienarzucana. Sally Rooney przedstawiła pewne wydarzenia i zostawia już czytelnikowi to, jak je zinterpretuje. W ułożeniu sobie pewnych zdarzeń pomocny może być serial o tym samym tytule, który bardzo wiernie oddaje powieść, uzupełnia pewne wątki i daje większy wgląd w zachowania bohaterów, a nie w psychikę. Niezależnie jednak czy wybierze się serial, czy książkę, to właśnie odbiorca ma wykonać najwięcej pracy i poukładać sobie porozrzucane myśli i fragmenty historii Marianne i Connella. Autorka wydaje się jednak przy tym zaznaczać jedną rzecz – niezależnie do jakich wniosków dojdziemy, jak dziwne wydadzą nam się ich losy i jak ocenimy bohaterów – ich życie jest normalne. Normalne, jak życie każdego z nas.

    Mateusz

Zobacz wszystkie